Mruczek i sztuka powolności
W biurze panował ten specyficzny hałas – nie taki typowo głośny jak na ruchliwym skrzyżowaniu, ale ten szeleszczący napięciem. Klawisze stukały jak maszyny do pisania w lekkiej panice, telefony wibrowały nad blatami biurek, a drukarka skrzeczała z przeciążenia. Mruczek siedział przy swoim stanowisku z filiżanką herbaty w łapce. Oczy miał lekko zmrużone, jakby patrzył przez okno – chociaż w rzeczywistości patrzył… w nic. A może właśnie we wszystko, tylko wolniej niż inni.
